PULPA: historia Marty Maruszczyk

Minimalizm, trwałość oraz jakość to trzy elementy, które najpełniej charakteryzują markę modową PULPA. Jej założycielka, Marta Maruszczyk, prowadzi ją już od 9 lat, a wszystko zbudowała samodzielnie, od postaw. Na stałe osiadła we Wrocławiu, choć śledząc jej Instagrama, mamy wrażenie, że jest obywatelką świata. O tym, jak powstała PUPLA oraz o tym, jak konsekwentnie budować wizerunek marki - Marta opowiedziała specjalnie dla &PRstories.


Swoją markę traktuję bardzo osobiście. Skąd pochodzi nazwa? Otóż - Pulpa to ja, a dokładnie taka jest moja ksywa., która wzięła się od postaci Pulpecji z serii Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz, którą czytałam i uwielbiałam, gdy byłam nastolatką.

Na stronie mojej marki, w opisie, pojawia się stwierdzenie, że PULPA powstała ”(…) Z marzeń o tym, by żyć po swojemu i tworzyć swój świat.(…)”. Staram się stworzyć świat prosty. Niewydumany. Nie oglądam się na to, co robią inni, jak żyją. Robię wszystko po swojemu, tak jak czuję, że powinnam i tak, aby było mi dobrze. I takie też chyba są moje ubrania. Ma być w nich dobrze nam samym ze sobą.


Moda fascynowała mnie już od lat dziecięcych. Nie pamiętam, czy właściwie miało miejsce jakieś konkretne zdarzenie, ale wszystko prowadziło do tego, abym dostrzegła, że to właśnie ta dziedzina jest mi pisania. A nie było łatwo, gdyż po drodze było kilka rozpraszaczy uwagi np. w postaci studiów ekonomicznych, potem pracy w korpo. Ale na szczęście w porę się ogarnęłam. Rzuciłam pracę. Pojechałam w świat na parę miesięcy, a po powrocie wiedziałam, że poprzednie życie było zdecydowanie nie dla mnie. Zapisałam się do szkoły projektowania i szycia.


Swoją marką świadomie realizuję potrzeby oraz zachcianki. Gdy zaczynam myśleć nad nową kolekcją, zastanawiam się, co chcę, czego potrzebuję. Czy tym razem mam ochotę na większe formy, czy wolę dzianinę, czy tkaninę. Może coś kobiecego, zwiewnego. A może szerokie spodnie i wygodny t-shirt. Najczęściej proces tworzenia nowej kolekcji zaczynam od wyboru materiałów. To one mnie najbardziej ograniczają. Jestem małą marką, która musi bazować na materiałach, które są dostępne, a nie które zostaną zrobione specjalnie dla mnie. A że jestem wybredna i chcę szyć z materiałów najlepszej jakości, to zawsze jest to najtrudniejsze zadanie.


Moją ulubiona rzeczą z moich projektów są lniane spodnie PLAY z kolekcji wiosennej 2020. Zarówno białe, jak i czarne. Bo są charakterne. Bo czuję się w nich bardzo japońsko (jestem ogromną fanką współczesnej japońskiej mody). Bo są mega wygodne.

Kiedyś zrobiłam kolekcję w kooperacji ze swoją przyjaciółką Anią, która ma markę METR64 (szyje głównie plecaki, torby, nerki), w której było kilka ubrań dla dzieci. Byłam świeżo po urodzeniu drugiego dziecka. Sesja do kolekcji odbyła się u mnie w domu. Na łóżku w pokoju, w którym robiłyśmy zdjęcia spał miesięczny syn, starsza córka biegała i skakała w zaprojektowanych przez nas ubraniach, a nasza fotografka próbowała ją jakoś okiełznać i utrwalić na w miarę nierozmazanych zdjęciach ;)



7 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

e-mail